Często chodzę z synkiem do parku na plac zabaw, to nasze ulubione miejsce. Można pokarmić kaczki i łabędzie, pospacerować, powrzucać patyki do rzeki i patrzeć jak się ścigają. Najważniejszym punktem spaceru jest jednak
karuzela. Zawsze oblegana przez dzieci, jedna jedyna w całym parku.
Nic dziwnego, że tak trudno się do niej dostać, zwłaszcza najmniejszym szkrabom. Nie jest to karuzela pierwszej młodości, właściwie nawet drugą i trzecią młodość ma już za sobą, mimo to dzieciaki ją uwielbiają. Trochę skrzypi, zawsze ktoś musi stać i ją kręcić, by reszta miała frajdę, ale jest świeżo odmalowana, kolorowa, no i przede wszystkim zawsze sprawna. Niestety do czasu. Któregoś dnia jak zawsze przyszliśmy na plac zabaw i okazało się, że karuzela zniknęła. Moje dziecko ogarnęła czarna rozpacz, cały spacer stracił dla niego sens, chciał iść do domu i nic nie dał sobie wytłumaczyć. Ktoś chyba przewidział reakcję dzieci, ponieważ w miejscu, gdzie była karuzela zostawiono kartkę. Napisane na niej było, że ulubiona zabawka wkrótce wróci na miejsce, potrzebowała renowacji, by nadal mogła służyć miłośnikom zawrotów głowy. Wytłumaczyłam synkowi, co się stało i już uspokojony pozwolił wsadzić się na łańcuchową huśtawkę, na której też można się kręcić i wirować. Dzięki temu łezki szybko wyschły i na buźce znów był uśmiech.
1e3e9a5c018cca01a90ee1597cc686b3176aa33fPodziel się:Trackback: http://bloog.pl/id,331105705,trackback
komentarze (0) | dodaj komentarz